codziennie rano, tuż po otworzeniu oczu
łyżkami pochłaniał miód.
nawet cukier nie rozpuszczał jego goryczy.
był złotym, zadeptanym liściem
zachodem słońca
chłodnym wiatrem.
w użytku jego serca
przezroczyste miłości
i alkoholowe tańce języków.
deszcz a w nim on
przemoknięty ciszą
stał nieruchomo, czekał na obce tknięcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz