czwartek, 2 lipca 2020

pora roku.


chciał być jak śnieg.

śnieg to zimne piękno. 

teraz

jego serce dalekie zimie.

teraz 

jego serce kwitnącą łąką.

wiosna. 

och wiosno, trwaj wiecznie. 

czwartek, 11 czerwca 2020

dnia!

ciężkie powieki zakryły jego wszystkie 
księżyce. 
gwiazdy wygasły.
komety już zapomniane. 

nic nie oświeca twarzy.
głęboka czerń.
środek nocy.

ślepo idąc przed siebie
czeka na wschód.

czeka? 

środa, 20 maja 2020

podstawowe definicje

czynności życiowe decydują o przeżyciu.

oddycham
perfumami wspomnień.
odżywiam się
okruszkami miłości.
wzrastam i rozwijam się
w idealnie ułomnych próbach kochania.
rozmnażam
wyimaginowane przestrzenie komfortu.
reaguję na bodźce
wszystkie, dosłownie!
przesyt!
wydalam
siebie całego.

wiec ruszam się.
ruch!
bo ruch zawarty jest w podstawowej definicji czynności życiowych.

i znów poruszony,
szukam kolejnej miłości.

czwartek, 11 maja 2017

apogeum.


cały się pokruszyłem,
jak malutki okruszek
leżę.
dawniej byłem kawałeczkiem całości
teraz muszę mieścić całość w kawałeczku.
jako odrobinka myślę zdrobniale o wielkich rzeczach.

szczęśliwy,
brak w okruszku miejsca na pustkę.

czwartek, 23 lutego 2017

ach, to był czas.


czułem potargane włosy
a w nich uwięziony zapach mentoli.
pielęgnowałem cię słodkimi słowami.
kandyzowane owoce jadłem z twoich obojczyków.
delikatnie maskowałem twoje ciało
cicho i puszyście spadałem jak śnieg. 
jak gorąca czekolada, wino czy ananas
byłeś! moją rozkoszą
byłeś! cichą rozkoszą w obłokach pierza.

środa, 22 lutego 2017

lemoniady nie będzie.


jesteś cytryną moich myśli.
kwaśne usta,
teraz już nie do pocałowania dla Ciebie. 

a jeszcze przed deszczem byłeś mi słodyczą.

piątek, 23 grudnia 2016

napoczęte ciastko.


oblałem się,
po raz kolejny brzydko piję.
często się brudzę przy jedzeniu.
często też robię pranie,
plam mam bardzo dużo.
dawniej było mi łatwiej być schludnym.
teraz trochę wszystko chaotyczne, niedokończone.

niby brzydziej jem, niby ładniejszą mam twarz. 
mocno czuję, słabo kocham.
dużo wiem, nic nie pokazuję.
brak systematyczności, schematów i zasad 
brak poczucia ciała.

czuję się mocno i coraz mniej widzę
a gdy przy papierosie otwieram okno 
zamykam się w sobie.

piątek, 21 października 2016

przezroczysty.


codziennie rano, tuż po otworzeniu oczu
łyżkami pochłaniał miód.
nawet cukier nie rozpuszczał jego goryczy.

był złotym, zadeptanym  liściem
zachodem słońca
chłodnym wiatrem.

w użytku jego serca
przezroczyste miłości
i alkoholowe tańce języków.

deszcz a w nim on
przemoknięty ciszą
stał nieruchomo, czekał na obce tknięcie.

poniedziałek, 19 września 2016

dziękuję, pozdrawiam.


moje myśli
to sterta makulatury.
moje tchnienia
to tylko przeciąg i trzaskające drzwi.
moja miłość
jest zakurzonym kryształem.

a nicość nadal jest nicością.

piątek, 2 września 2016

jest.



w ich oczach był uśpieniem.
spoglądał w lustro,
odbicie było złote.
szumiał w nim las,
czasami brzmiał burzą,
czasami jego myśli
cicho spadały niczym deszcz.
żył chwilą w jego świecie,
alkoholowe usta i krwiste oczy.
błądził po ścieżce pomiędzy głośną muzyką,
pomiędzy ludźmi.
był.

piątek, 26 sierpnia 2016

pomiędzy.


jestem 
tu gdzie trawa żyje pomiędzy betonem.
gdzie metal otacza Cię całego.
gdzie trzy drzewa i szczypta cienia nazywana jest parkiem.
tutaj
brudne okna, rozmazane tramwajowe szumy.
słyszę szum.
rdza, kurz i zwiędnięte kwiaty.
tutaj
miejsce tylko dla twardych.
mało miękkości.
tylko parę, odrobinę
tylko beton i miękkie serca
róże pośród szarej masy.
drzew i leśnego dywanu tutaj brak.
brak ptaków, cichych miejsc, miękkich dotyków wiatru.
wyschnięte oczy od tęsknoty
za spokojnym snem
snem obmywającym oczy.
za poranną mgłą.
cały zwiędnięty siedzę i czekam.
zwiędnięty czekam.
tam
jestem kolorowy.
zielenie, kwiatokolory i białe brzozy.
tam
serce moje miękkie.
gdzie mech mój ukochany
gdzie serce swe kładę
a dusza unosi się w koronach drzew.
naturalna nagość.

w świecie betonu nie zostawiam nawet cienia.
trawa w słońcu nadal tam żółknie.
metal rdzewieje.

trzy drzewa a pomiędzy nimi ja.
w parku własnego umysłu.
bez serca, bez duszy
z betonem obserwuję twardych.

do miękkości moich tęsknię.
wierchy, kocham!  



środa, 24 sierpnia 2016

niedziela, 21 sierpnia 2016

orzeźwienia!


przed chwilą walczył ze sztormem.
był pośród fal.
teraz sam
na pustyni
ponownie umiera.

a na końcu horyzontu
miłość, fatamorgana.




sobota, 20 sierpnia 2016

zostań.


nie musisz dotykać
przytulaj w myślach.
nie musisz kochać
całuj wzrokiem.
nie musisz być słodki
jedz czekoladę.

uśmiechaj się 
tylko dla niego.

piątek, 19 sierpnia 2016

niewinność.


tu i teraz.
szepcząca przeszłość
pogryzione uszy.
mówiąca teraźniejszość
krwawiące wargi.
krzycząca przyszłość
rozszarpane myśli.

ze słodką myślą
leżał pod kołdrą.
pod kołdrą nie słychać szeptów.



sobota, 13 sierpnia 2016

niezręcznie?*


na trawie, pod drzewem
przy papierosie, na balkonie
w łóżku, ze słodyczą
u obcych, przed drzwiami
z malinami, przy winie

wraz z chaosem
kocha ciszę.

*nie.
 

darkroom.


bojąc się o kradzież
został sprzedany. 
przepraszam, za jaką cenę? 
następna wyprzedaż gdy opadną liście 
a z nimi on.
marzy o pustej etykiecie
bez nazwy. bez instrukcji. bez ceny. 

marzy o czystym oddaniu się.

musi się oddać.
brakuje mu miejsca
na siebie samego.  



czwartek, 7 kwietnia 2016

człowiek pierwszy i człowiek drugi.


obcy,
tknięty moim wzrokiem
minięty
w miejskiej dżungli 
człowiek
powiedział do siebie:
"nudzi mnie trochę spędzanie samotnych wieczorów przed telewizorem".
koniec. 
wewnętrzny krzyk. 
"szczęściarz,
ja nawet telewizora nie mam".

ślepi? i smutni
szli dalej w przeciwne strony,
ohydnie się rozbierając/omijając. 


sobota, 2 stycznia 2016

sen we śnie.


on tutaj i on tam
jedność w dwóch światach
wspólny umysł w snach.
jako jedno nie znał granic.
zatracał się 
więcej i więcej
dalej i dalej.
sekundy stawały się minutami
minuty godzinami
godziny dniami
dnie tygodniami
tygodnie miesiącami
miesiące długimi latami 
istniejącymi na brzegu własnej podświadomości.
ambiwalentne światy kłóciły się o niego pomiędzy
kolorowymi snami a szarą egzystencją.
brak realizmu w jego nowym świecie 
i gorąca czekolada
wywoływały u niego zbyt duży uśmiech.  
radość stygła gdy świadomość przypominała o fikcji.
sen we śnie 
był jego znienawidzonym skarbem.

czwartek, 3 grudnia 2015

gruszki.


lubił patrzeć na nich 
z góry.
na kruchych gałęziach wierzb
chwiejnie przesiadywał 
z myślami o zapachu gruszkowego kompotu.
jego łamliwe serce
często przypominało mu
o upadkach z wysokości.
smutne, niewinne wieczory
przy winie
potrząsały nim.
po twardych chwilach 
ponownie się wspinał.
nie potrafił zrozumieć 
nonsensu. 

niedziela, 18 października 2015

syntetyk.



uderzające słowa barwią jego duszę na kolor
słodkich, dojrzałych śliwek.
różnym rodzajem magii 
przezroczyście łapie się za serce.
obolałe, chłodne ciało przykrywa
syntetyczną pościelą.
sztuczny dotyk. sztuczne uczucie.
jest zakochany.
czuje się jak w labiryncie bez wyjścia.
to jak żyć i umierać jednocześnie. 
w jego bajce są same szarości. 
brak możliwości ujrzenia 
bieli i czerni,
dobra i zła,
miłości i obojętności.
... to jest tylko sen?
teraz marzy by zgubić się w lesie,
znaleźć przyjaciół w koronach drzew
i słuchać ich śpiewu.
odciąć się od serca 
i nie wracać do świata.
to czuł. 
wieczorem alkohol go rozpuszcza.
rozpływa się.

środa, 8 lipca 2015

złoto.


zamknięte oczy na świadomość.
nieświadomość, czekolada i dreszcze.
ulotny sen dla 
nich. dla niego
drugie życie, a w nim
był latawcem.
lżejszy od ciężkich myśli,
niewidoczny jak duch.
w świecie betonu
nie zostawiał nawet cienia.

wtorek, 28 kwietnia 2015

misie pysie.


są aktorami wychowanymi na spróchniałych deskach.
oni, plastikowe lalki.
lubią grać, że obce serca są ich własnością.
kilogramy scenariusza bez patosu.
mgliste cienie i sztuczne światło. ból oczu.
miłości z kamieniami.
tylko w promieniach słonecznych są ciepłe.
kochają kamienie.
kochają siebie niczym beton brzydkie budowle.

środa, 18 marca 2015

iskierka.


ciemność krążyła wokół jego oczu.
tkwił w teraźniejszości
lecz żył w przyszłości.
zgubił swój cień. 
był zalążkiem zielonego liścia.
stary dąb słuchający potoku 
śnił o nim.

żywą wodą dębu były świeże zielenie.
kochał magiczne chwile początków istnienia. 
karmiąc się świeżością 
spełniał siebie samego.

strugi deszczu mroziły nawet korzenie. 
chłodna przeszłość wysychała powoli w cieniu.
dębowy liść cicho egzystował wśród rześkiego powietrza.

dotykany wiatrem
słuchał potoku.

środa, 11 marca 2015

man o man.


“khonak an dam ke neshinim dar eyvan, man o to
be do naghsho be do soorat, be yeki jan, man o to
khosh o faregh ze khorafat-e-parishan, man o to
man o to, bi man o to, jam’ shavim az sar-e-zogh”



wtorek, 3 marca 2015

wyjście.


ezoteryczny sens rubinowych myśli.
barwne ekstrakty z kropli krwi matki ziemi

spływają po policzkach.
sens prawdziwej sztuki alchemii,
przeistoczenie 
metalu szlachetnego w złoto,
cierpienia w świadomość.
bez osądów i analiz.
bez nowej tożsamości. 
niczym doktor autodydakta, leczący 
rozdarcie, sprawiasz 
zrastanie się w jedną całość. 

milczący świadkowie.
potęga bieżącej chwili.
potęga świadomej obecności.

życiowa nowość.
wyzwolony 
z utartych kolein umysłu. 
wyzwolony 
spod władzy schematów.
zostało niewiele,
pozwolić teraźniejszości zaistnieć. 

poniedziałek, 2 marca 2015

mapa.


mówiąc do siebie
was nie słucham.
wodząc za swym cieniem
nie patrzę na wasz.
moje ślady
świadectwem przebytej drogi.
mojej drogi, którą zadeptujecie.
powstaje wasza rzeka śladów.
to ohydne.
zmieniam trasę. poszukuję własnego cienia,
ciągle widzę wasz.
wy kurwy, nie śledźcie mnie.
zostawcie. zgubcie. zapomnijcie.
możecie tylko pomarzyć 
o słowach
"to ja, wasz skarb".


sobota, 28 lutego 2015

narkotyk.


rozmawia z dziećmi w swojej głowie.
cukierkowe dialogi.
roztargane monologi 
o tematyce miodu i mleka zawsze wzbudzały u niego 
gorzkie zły.
karmi się swoimi marzeniami,
czasami z powodu przedawkowania dostaje niestrawności
i zawałów serduszka.
jest przerośniętym dzieckiem
biegnącym za zapachem ciepłej szarlotki 
z kwaśnymi jabłuszkami.
infantylne brązowe oczy 
malują codziennie na szarym niebie
tęczę.
jego myśli codziennie kręcą się wokół jego główki
tworząc loczki.
zawsze szczerzy krzywe ząbki do dorosłych mleczaków.
kocha las, 
drzewa rozumieją go doskonale,
nie przerywają.

to ja.
osiemnastolatek. 

piątek, 27 lutego 2015

poniedziałek, 23 lutego 2015

ospała magia w rozpiętych kajdankach.


sny o lawendowych kolorach
pozostawiły po sobie tylko fioletowy zapach.
wyspałem się,
od początku nowego smakuję pyszności.
przepełniony sensem,
latam w różowych chmurach.
te niebezpieczne, burzowe 
odleciały. 
pamiętam. chmury dotykały drzew.
swymi wymalowanymi barwami na korze
pokazywały odpowiednią drogę.
oni robią z nich papier,
fantastycznie
poradzę sobię bez obecności drogowskazów.
złapałem dobry wiatr,
łagodną bryzą 
obmyję się ze starych myśli.

piątek, 20 lutego 2015

fotografia społecznie unormowanego obłędu.


miłość jak wino.
miłość i inne używki.
miłość jest darmowa.
miłość w gratisie.
miłość jak ogień.
miłość i inne nieszczęścia.
miłość uskrzydla.
miłość wszystko wyjaśnia.
miłość jest ślepa.
miłość drogę zna.
miłość i turbulencje.
miłość i inne zdarzenia losowe.
miłość jak narkotyk.
miłość wszystko wybaczy.
miłość jest słodka.
miłość znajdzie swój dom.
miłość albo śmierć.
miłość bez końca.

czwartek, 19 lutego 2015

le petit prince.


- opuszczasz mnie?
- wszyscy odchodzimy.
- dlaczego?
- czy czujesz mnie jeszcze przy sobie?
- tak, czuję... dlaczego mnie opuszczasz?
- to trochę tak jakbym czytał książkę. 
książkę, którą kocham całym sercem.
teraz czytam ją bardzo powoli 
tak, że słowa stają się bardzo 
rzadkie.
przerwy między nimi zdają się 
nieskończone.
nadal czuję Cię tak mocno...
podobnie jak słowa naszej opowieści.
to właśnie w tej bezgranicznej przestrzeni 
pomiędzy słowami
odnajduję swoje nowe znaczenie.
to miejsce nie należy do świata fizycznego.
to miejsce rzeczy, z których istnienia nie zdawałem sobie sprawy.
tak bardzo Cię kocham,
lecz teraz tu jest moje miejsce,
taki jestem obecnie.
musisz pozwolić mi odejść.
mimo szczerej chęci
nie mogę już dalej czytać naszej opowieści.
- dokąd się udajesz?
- to byłoby trudno wyjaśnić,
jeśli kiedyś uda Ci się tam dotrzeć 
przyjdź do mnie, 
ogarnie nas uśmiech.
nigdy nikogo nie kochałem jak Ciebie.
- ja też. 

piątek, 9 maja 2014

numer 23.


nie ma mnie tu.
bo zanurzyłem się we własnym świecie.
świecie bez słów.
ale wrócę.
chyba.


wtorek, 22 kwietnia 2014

jeszcze nie umarłem.


zmiany jedzą mój czas.

nie zachowują przy tym kultury 
marnują wiele chwil.
potrzeba oddechu wywołała przeciąg.
cały plan przeziębił się.
trafił wraz ze zużytymi chusteczkami do kosza.
wypisałem wiele tandetnych długopisów 
żaden z nich nie był tym najlepszym.
świeża makulatura zapisana rozsypanką brzydkich liter. cudownie.
wartość planów określam miarą niezrealizowanych wspomnień.
brudne jeziora. tani alkohol. okrutny seks. żółta trawa.
teraz tak widzę. widziałem
chmury na tafli wody. czerwone wino. namiętne spojrzenia.
dlatego już nigdy nie mówię
"nigdy"
"na pewno"
"na zawsze"
jestem otwarty na to, co może się zdarzyć.  
żaden człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie wszystkich zależności.
pajęczej sieci połączeń pomiędzy
ludzkimi słowami
zachowaniami
wydarzeniami.

poniedziałek, 31 marca 2014

black&white

  
cześć, cześć waflowe serce, i patrzysz się na mnie 
i nikt nie może się Ciebie spytać, co myślisz. 
cześć, cześć czekoladowe serce, wyglądasz śpiąco
i nikt nie może się Ciebie spytać co widzisz.
wchodzę do wody.
patrzyłem wszędzie.
i utonięcie z Tobą jest jedyną myślą jaką mam.
ponieważ za każdym razem, gdy płaczę
myślę, że kocham Cię bardziej z każdym dniem.
ponieważ za każdym razem, gdy tęsknię
myślę, że kocham Cię bardziej z każdym dniem.

niedziela, 30 marca 2014

niewidzialny.


życie, które myślał, że zna
nigdy nie istniało.
było wytworem umysłu.
kiedykolwiek czyimkolwiek.
ponieważ 

żył w świecie własnego projektu. 
w innym miejscu.
w innym czasie.
nadzieja, którą myślał, że zna

nie była prawdziwa.
istniała tylko w jego głowie.
używane odbicie nie było nim.
zupełnie nieświadomie 

mogłoby być planowane
gdziekolwiek kiedykolwiek.
ponieważ 
paradygmat został zmieniony.


czwartek, 6 marca 2014

oddech w wydechu.


w tej słodkiej przestrzeni.
niecierpliwie myśli.

niecierpliwie patrzy.
niecierpliwie się śmieje.
w końcu coś się wydarzy.
oczywiście.

jest z nim. jest.
zdarzyło się wspólne życie.

pozłaca ich delikatnie.
wystawia twarzą do słońca.

zielono im.
w nadziei błądzą jak w lesie.


kocha?
łamie kilka zapałek.
ręce trzyma przy sobie.
gubią się w wielkim świecie.
nagle siebie nie lubią. 

niedziela, 2 marca 2014

cirque de soleil.


drażniła go ta bezsilność i czekanie.
drażniła go.
tak bardzo.

chciał już zmierzyć się z tym co musiał.
i przerwać monotonię.
nie martwić się spełnianiem oczekiwań.
pokazywać ludziom mapy, których wcześniej nie widzieli.
pokazywać im coś, czego mogą już nie zobaczyć.
i mieć nadzieję, że to przywrócą.

 

czwartek, 13 lutego 2014

malinowa dusza.


twój telefon komórkowy, twój portfel, twój czas, twoje pomysły.
bez kodów kreskowych, bez imprez, bez identyfikacji, bez piwa.
twoją kartę bankową, twoją licencję, twoje myśli, twoje lęki.
bez karty SIM, bez dyskotek, bez zdjęcia, nie tutaj.
twoją krew, twój pot, twoje pasje, twoje żale.
twój czas wolny, twój styl, twoją płeć.
twoje tabletki, twoją trawkę, twój tyłek.
twój śmiech, twoje kości.

piszemy to wszystko. 
potrzebujemy twojej duszy.
powiedz nam o swoich nawykach, swoich faktach, swoich lękach.
daj nam swój adres, swój rozmiar buta, swój wiek.
swoje znaki, swoje plany, swoje liczby, swoje oczy.
swój harmonogram, swój pulpit, swoje szczegóły, swoje życie.   
pokażemy ci rzeczy, pokażemy huśtawki.
kupimy ci różne rzeczy, narkotyki, duże podwórko, ptaki.
będziemy sprzedawać bzdury, będziemy pobierać tłuszcz.
znajdziemy dużą broń i będziemy pić w twojej kuchni.
możesz swobodnie zrobić to, co ci mówimy.
potrzebujemy twojej duszy.
tutaj, patrz na to, zamknij się.
potrzebujemy twojej duszy. 

klangkarussell - we want your soul. 

niedziela, 9 lutego 2014

miód.


bang. bang. marzenia martwe.

wszyscy mają sekrety,
ciemność również.
ostatnie noce
kryją pod swą maską
słodkie łzy.
ostatnie noce
demaskują cukier
w miejscu mego serca.


sobota, 8 lutego 2014

droga przez noc.


dni czyste jak oczy przemyte dobrym snem.
rzeczywistość - chwila obecna,
a w niej
chciał zaliczać się do niektórych.
bał się zaliczać do wszystkich.
inność.
to jest jak uzależnienie.
za pierwszym razem się boisz.
potem robisz to nałogowo.
sny były jego drugim życiem.
wiedział 
wszystko kosztuje.
wszytko ma swoją cenę.
przestał mrugać.
walczył z nimi.
wszystkimi.

 

piątek, 7 lutego 2014

krew.


pięćdziesiąt pięć minut.

usiadł wygodnie na fotelu.
uśmiechnął się.
dostał dwa zastrzyki.
śmiał się.
zobaczył skalpel i krew na dłoniach.
czuł wibracje. coś nie poszło po ich myśli.
zerwana bransoletka.
wykończył się 
fizycznie i psychicznie.
przeżył.

żyje.

 

piątek, 31 stycznia 2014

perfumy.

zaczął kolekcjonować momenty.
zapomniał o swoich myślach.
robił porządek
we własnej głowie.
myślał ze wstrętem 
o rodzaju swojej psychiki.
pisał książkę nadziei i snów.
pojawiła się w niej 
osoba.
osobowość motyla.
już nie krzyczał.
przestał uciekać.
uśmiechał się.
nie czuł już ograniczeń.
wolny.

dopiero późną nocą.
przy szczelnie zamkniętych oknach.
gryzł sobie ręce.
umierał z miłości.

środa, 15 stycznia 2014

dołeczki w policzkach.


weź mnie za rękę. 
zaprowadź na krawędź. 
stój tam ze mną,
aż się zmęczymy.
zaśniemy. 
sny tornado.
sny to ukryte pragnienia. 
sny to podświadomość.
potrzeba mi lotu.
czuję smak definicji szaleństwa.

środa, 8 stycznia 2014

perspektywa.


dławiłem się sobą.
wypełniały mnie podłe uczucia.
wargi bolały mnie z niepocałowania.
pokonywałem długie, szare dni.
 

zmieniłem perspektywę.
życie potoczyło się dalej.
dotarłem aż tutaj.
już się nie przesiądę. 
to dobre miejsce. wspaniałe.
oszalałem przez tego, kogo znalazłem.
życie ma smak jedynie dla szaleńców.

sobota, 4 stycznia 2014

zmęczone oczy.


wierzę w wiele rzeczy.


wierzę w momenty, pocałunki, herbatę.
wierzę w książki, ludzi, sztukę.
wierzę we wschody słońca i zachody słońca
i w momenty między nimi.
wierzę w to, że wszyscy jesteśmy złożeni z gwiezdnego pyłu
i mamy część wszechświata w sobie.

czasami, nawet wierzę w miłość miłość.

i to naprawdę głupie,
bo wierzę w te wszystkie rzeczy,
ale nie wierzę
w siebie.

środa, 1 stycznia 2014

dzień pierwszy.


co się dzieje?
nie słyszę siebie.
wszyscy ci ludzie mówią "to nie jest koniec,to początek".
oni nie rozumieją.
chcę żyć marzeniami. żyć we własnym świecie.
to naturalne miejsce, do którego chcę się udać.
nikt inny nie będzie o tym wiedział.
kontroluję ruchy, kiedy tracę mój umysł.
jest coś specjalnego w tym miejscu.
słyszę echo słodkich myśli.
kiedyś tam byłem.
chcę tam wrócić.
oni myślą, że oszalałem.
nie myślę dwa razy.
to moja zasada.
chcę tam wrócić.



sobota, 28 grudnia 2013

dwudziesty siódmy.


myślę, nie czując żadnych złych emocji.
wchodzę do oceanu.
teraz mój umysł jest wszędzie.
a utonięcie jest jedyną myślą jaką mam.
utonąć w miłości.
to prawda, przyjemnie.


wtorek, 24 grudnia 2013

siedem tygodni.


oddałem się cały. już się nie boję.
daję z siebie wszystko.
przypadek wywołał wiele nowości.
karmię się ostatnimi tygodniami.
słodkie słowa wypełniają moje usta.
przyjemny stan myśli. spokojne sny.
jest lepiej.


rozkładam skrzydła i uczę się latać.

sobota, 14 grudnia 2013

obecność.


jest coś w mojej głowie.
nie wiem dlaczego.
tak, ale to uczucie jest w porządku.
teraz widzę więcej.
zapłakane oczy. szeroki uśmiech.
nie wiem co robię, kiedy myślę o tym.
tracę kontrolę.
nie wiem o co mi chodzi, 

ale chodzi mi o to bardzo mocno.
wiem, że to istnieje.
wiem, że muszę to znaleźć.
bałagan w głowie. bałagan myśli.
nie wiem co jest prawdą na krawędzi snu.

wtorek, 10 grudnia 2013

chłodne stopy.


sen -
wysypisko zmieszanych myśli.
za oknem brzydkie, czarno-białe liście.
noc pachnąca zimowym koszmarem
kłóciła się z zastanymi powiekami.
szare słońce wybudzało go ze snu.
pustynia słów.
kłębiące chmury jego myśli
zasłaniały resztki światła.
rutynowe, zimne poranki w ciemnym pokoju.
marzły mu stopy.
ciepła herbata 
resztkami sił rozgrzewała jego chłodne ciało.
to przeszłość.
teraz czuje ciepło w całym ciele. 
przelewa się na niego bez przerwy.
idylliczne słowa i myśli otulają go całego.

środa, 4 grudnia 2013

nocny mróz.


dym niczym mleko
rozpływa się wśród naszych głów.
żar naszych myśli 
wypuszczamy po cichu.
trzask metalowych traw
odbija się echem wśród naszych stóp.
a ciemne sylwetki drzew 
podsłuchują.  

z nią.

wtorek, 3 grudnia 2013

róż.


bezlistne ciche drzewa, spały.
gęsta mgła okrywała pnie.
a korzenie mocząc się w lodowatej rzece
czekają, aż dostaną rumieńców.
smutne, płaczą za kolorami.

niedziela, 1 grudnia 2013

chaos.


idealnie niewpasowany w ich kieszenie.
leżąc na trawie nic nie robił.
serce za szybko biło.
zmierzył im ciśnienie. za wysokie.
odszedł.
popatrzył wstecz ale był tam tylko dym.
zaczęły mu łzawic oczy.
przeraził się tym co zrobił. nic nie zrobił.
głupie myśli dręczyły jego łóżko.
spał na dywanie.
a wieczorami latał w chmurach.
zakochał się w tym.
nie potrzebował ich miejsca.
podziękował. pomachał.
żyje sam. tuż obok.
czuł przyjemny dotyk obcych dłoni.
pragnął tylko tego.


poniedziałek, 25 listopada 2013

nic szczególnego.


odnalazłem się na nowo.
w starych kartach ciężko było znaleźć 
serce.
zaczynam nową grę na wyższym poziomie.
zapomniałem już o starej przegranej.
przegrana bez gry, nonsens. ich logika. 
teraz.
dwóch graczy.
ten sam poziom. podobni wszystkim.
czekając na sekwens,
piję sok z granatu.


kwaśna słodycz rozrywa moje usta.


sobota, 23 listopada 2013

mgła.


nie wiem, 
jak to jest nie odpuścić.
szukając czegoś
prawdziwego.
więcej, niż to,
co widzą oczy.
pragnę, ja
który kocha wiatr.
który tworzy bryzy.



środa, 20 listopada 2013

różowe policzki.


mimo że blaknący blask 
nie przebije jego kart
sprawiał że się rozpala.
nawet gdy jego
rozświetlający uśmiech
rozpływał się w cieniu
jego głowa była pełna nadziei.
teraz wie
jak dawkować ryzyko.
nadal nie jest zmęczony.
kiedy tabletki
zmieniały go w ducha
zostawał
wciąż najbardziej niezrozumiany.

czwartek, 14 listopada 2013

sześć siódemek w skrzydłach.


siedząc na fotelu 
z poparzonymi piórami
pił herbatę.
piszcząca cisza
często wywoływała migrenę.
trzy tabletki. 
szepty.
jak głupia ćma 
podlatywał i przykładał ucho.
jego polana zapełniała się.
teraz stoją wokół fotela.
oni. nikt.
gapią się pustymi, telewizyjnymi oczami. 
fałszywe noce w cichych słowach.
on chciał tylko urozmaicić cisze
a zagłuszył ją.
stan maksymalnie paradoksalny.

poniedziałek, 11 listopada 2013

bezczelność.


wykorektorowałem swój brudnopis myśli.
teraz wszystko śmierdzi sztuczną bielą.
jest gorzej niż przy starcie.
sprzątając 
poruszyłem stary kurz w powietrze.
czuje stare problemy.
alergia.
ktoś schował kilka puzzli.
nie mogę dokończyć rozpoczętego.
brakuje sił.
za dużo było osób wysysających moje soki.
nie zeżryjcie mnie całego, proszę.
brak rozmów oznaką cukierkowej szczerości.
dobranoc, słodkich snów.
 

sobota, 9 listopada 2013

cichy bieg.


miał wilgotne dłonie
i przeźroczyste myśli.
w deszczu 
samotnie stojąc
trzymał parasolkę.
mgła ograniczała widoczność.
uwolnił się od rutynowego filmu.
głęboki oddech.
nikogo tam nie znał. 
nowość.
wyprzedaż słów rozeszła się szybko.
znajomość. 
oboje wypuszczając dym 
pomyśleli o świeżości.
budzik. musiał wrócić
do słonecznej szarości.
teraz inny. 
nie lepszy. po prostu inny.
inny ja.